SWOJSKIE DISCO, WSTYDLIWE POLO. Wokół pełnometrażowego debiutu Macieja Bochniaka

Disco-polo to nie gatunek muzyczny, lecz stan umysłu. Sama zaś muzyka nie stanowi przyczyny owego stanu, lecz jego konsekwencję. Zresztą, błędem jest przypuszczenie, że – jak to pięknie nazwał Ryszard „Tymon” Tymański – polovirus kryje się tylko pomiędzy akordami disco-polowych hitów. W polskiej muzyce jest on obecny mniej więcej od końca lat 80. ubiegłego wieku. Często uaktywniał się w formie pastiszowej, jak choćby w klasycznym już „Garażu” Teenage Love Alternative, gdzie biesiadna aranżacja wraz z rubasznym tekstem („Dziewczyno, dziewczyno, zamień cnotę na wino”) miały stanowić zasłonę dymną przed tym wszystkim, co nie do końca nam się w życiu podoba.

Lecz trochę później, głównie za sprawą Róż Europy (nie żartuję, zaś lidera tej formacji Piotra Klatta z pełną premedytacją nazywam pierwszym disco-polowym eseistą), „filozofia” disco-polo zagnieździła się na dobre w młodych umysłach, z niecierpliwością czekających, aż ten cały komunizm szlag trafi, zaś świat znany z „Dirty Dancing” i Pewexów zawita w naszym kraju na dobre.

Czytaj dalej