Ameryka w Siedlcu

9378miniNa początku tego tekstu poczynię założenie, że czytający go, czyli de facto Ty, Czytelniku naszego Owcowego Bloga, zaglądasz tutaj spragniony wiedzy o, wartych uwagi, przejawach kultury w Twoim mieście i regionie. Stąd też pozwolę sobie poddać Cię małemu testowi. Mianowicie – z czym kojarzy Ci się miejscowość Siedlec, położona od Nowego Tomyśla około 30 kilometrów? Jeśli z festynem o wdzięcznej nazwie “Święto Świni”, to prawidłowe skojarzenie… Jeżeli jednak to jedyne skojarzenie, jakie rodzi się Twojej głowie, znaczy, że popełniłeś grzech zaniechania poszukując  – niech padnie tutaj znienawidzone przeze mnie stwierdzenie – “na mapie kulturalnej” naszych okolic, miejsc, w których warto bywać. No, może ewentualnie mamy tutaj do czynienia z sytuacją, że to do Ciebie nie dotarto z informacją o fenomenie wioski, w której (Nie, nie pojawiły się tu tajemnicze piktogramy na polach!) od przeszło dekady, młodzi ludzie o wspólnym spojrzeniu na sztukę i podobnej wrażliwości, tworzą jeden z najciekawszych teatrów – z braku innego słowa, powiem  – “awangardowych” w okolicy, a od 4 lat organizują kilkudniowy festiwal sztuki w Siedlcu.

Okazja się zawsze…

Niedawno zakończył się czwarty już graFestiwal w Gminnym Ośrodku Kultury w Siedlcu, którego finał stanowiło premierowe przedstawienie  (działającego też przy nim) Teatru Paragraf – 2, co uznałam za dobry moment, by wklikać tutaj kilka zdań na temat owej premiery i wspomnianej wyżej grupy teatralnej. Czytaj dalej

Z cyklu „Płytoteka Ponurego Człeka” – King Crimson – „In The Court Of Crimson King”

2db251ab149fba4085c726d1d396867cc51cb207
źródło: www.rollingstone.com

Pisanie o muzyce jest trudne. Pisanie o muzyce rockowej to wyzwanie. Natomiast naskrobanie kilku zdań o płycie „In The Court Of Crimson King” wydaje się rzeczą nie tyle niemożliwą, co po prostu samobójstwem. W moim przypadku zmierzenie się z tą płytą na gruncie muzyka – słowo wydobyte z klawiszy stawia mnie na przegranej pozycji i ukazuje moją słabość słowotwórczą. Stąd też weźcie łaskawie w opiekę moje słowa i nie przeklnijcie mnie za obrazę tej płyty, za użycie zbyt prozaicznych i przyziemnych zwrotów języka polskiego, by zrelacjonować to wydarzenie, jakim jest to muzyczne dzieło, które od dekad stoi na czele nurtu zwanego art rockiem. Stoi na czele i nikt, i nic nie zapowiada, by mogłoby tą pozycję utracić.

Czytaj dalej

Słów kilka o „Balsamiarce” książce Izabeli Kawczyńskiej

unnamedW trumnie

„W wieku dwudziestu siedmiu lat, mając za sobą kilka pogrzebów i innych kataklizmów o różnej skali, porzuciłam myśl o pracy w burdelu i na dobre zostałam dziewczyną od zmarłych.” W tym jednym zdaniu, w którym zawarta jest ironia, błyskotliwość i bezpruderyjność należy szukać odzwierciedlenia całej opowieści. Izabela Kawczyńska znana jest bardziej jako poetka, a „Balsamiarka” jest jej debiutem prozatorskim. Znajdziemy tutaj wszystko, co najlepsze od makabry poprzez perwersję, a na wyuzdaniu skończywszy.

Czytaj dalej

„Sewentisy”, czyli archeologia muzyczna vol. 1

I LOVE THE 70S T SHIRT WHITELata siedemdziesiąte ubiegłego wieku to najlepsze lata dla muzyki. Tego twierdzenia, jak dla mnie, podważyć nie można. To oczywistość. Dlaczego tak myślę i piszę? Postaram się udowodnić. Oczywiście, każdy może rzec, że to kwestia gustu, ale czuję, że w tamtych latach podchodzono do tematu zupełnie inaczej jak dziś. Wówczas najważniejsza była muzyka. W dzisiejszych czasach, trudno oprzeć się wrażeniu, że to inne względy o tym decydują. Śliczne ubranie, „szałowa” fryzura czy ekstraordynaryjne zachowanie… Więcej autokreacji niż autentyczności. Zabiorę więc was do świata, który jest zupełnie inny. Posłuchajcie i dajcie znać, czy też to czujecie…

James Brown – People Get Up & Drive Your Funky Soul                                     Tego pana nikomu nie trzeba przedstawiać. To człowiek, który jest nazywany legendą funku i w zasadzie jego twórcą. Niesamowity głos, nieokiełznana charyzma – to określenia, które tylko częściowo opisują Pana Browna. Co do utworu to, jak dla mnie, jeden z najlepszych jego „numerów”. Świetna melodia i ten beat funkowy, który wbija się w płat czołowy mózgu…

Czytaj dalej

O przyjemnym i smutnym pożegnaniu

Uwielbiam nieco przypadkowe kinowe odkrycia. Mimo, że na ostatnim poznańskim Transatlantyku obejrzałem tylko dwa filmy, to oba okazały się strzałami w dziesiątkę. Szkoda, że za rok na ten festiwal będzie trzeba wybrać się do Łodzi.

Ostrzegam, będzie kilka spoilerów.

45 lat

Zacznę może od filmu z gatunku poważnych. „45 lat” to bardzo skromna, kameralna historia. Kate (Charlotte Rampling) i Geoff (Tom Courtenay) są zgodnym, kochającym się małżeństwem. Szanują się, rozmawiają i na pewno się ze sobą (i sobą nawzajem) nie nudzą. Na kilka dni przed jubileuszową imprezą, Goeff otrzymuje list ze Szwajcarii. Po niemal 50 latach w lodowcu odnaleziono ciało jego dawnej miłości, Katii (nieco drażniąca zbieżność imion). Dziewczyna zginęła podczas jednej z ich wspólnych górskich wypraw. W pierwszym odruchu Goeff chce jechać do Szwajcarii, by zidentyfikować (zobaczyć?) jej ciało.

Czytaj dalej

Legenda podziemnej farmacji w PizzBurgu

maxresdefaultPisząc o kulturze, nadużywamy terminu „kultowy”. Jeszcze książka, płyta, film nie wejdą na dobre do dystrybucji, a już słychać z prawa i lewa, że – w najlepszym przypadku – „dzieło ma zadatki, by stać się kultowym” lub – w najgorszym i dużo częstszym – „jest absolutnie kultowe”. Sobotni koncert (15 sierpnia) Apteki w nowotomyskim PizzBurgu okazał się świetną okazją, by przypomnieć, czym jest prawdziwa kultowość.

Podstawową cechą zjawiska kultowego jest jego hermetyczność. Nie musi być ono ostatecznie doskonałym. Nie! Już na przykładzie polskiego „Rejsu” widać, że kultowość objawia się zupełnie niezależnie od – powiedzmy – „obiektywnej” wartości danego dzieła.

Czytaj dalej

Wizyta u Księcia Edwarda

fot.  B. Milewski
fot. B.Milewski (kierunekavonlea.blogspot.com)

Zwabiona letnim klimatem, przypominającym beztroskę dzieciństwa, sięgnęłam po raz kolejny po ukochaną lekturę z czasów, w których rzeczywistość była nieskomplikowana, a życie zdawało się nieść ciągle więcej obietnic niż obaw. Książkę, która powstawszy przeszło sto lat temu, przedstawia świat może i naiwnie czarno – biały, ale szlachetny w swej prostocie, bo ceniący prawdę, wielkoduszność, bezinteresowność i przyzwoitość. Jej czytanie zawsze mnie bawi, wzrusza i pokrzepia. Tym razem jednak nie tylko pozwoliło mi uczestniczyć w perypetiach rudowłosej roztrzepanej i gadatliwej, a zarazem inteligentnej, obdarzonej siłą, poczuciem humoru i odwagą Marzycielki. Dzięki ponownej lekturze Ani z Zielonego Wzgórza – bo o niej mowa, poznałam pewną Wyjątkową Miłośniczkę tej powieści oraz odkryłam, że zgłębianie realiów życia Lucy Maud Montgomery i wykreowanego przez nią literackiego świata Ani Shirley może stać się życiową pasją, a Wyspa Księcia Edwarda – miejsce pochodzenia pisarki i akcji jej nieśmiertelnego dzieła – stanowić dla kogoś nie tylko wymarzony cel podróży, ale drugi dom… Czytaj dalej