W krainie liliputów

fot. Monika Nowak (ZFA Anima)

Mniej więcej rok temu, przeglądając strony internetowe o tematyce fotograficznej, natknęłam się na twórczość brytyjskiego fotografa Slinkachu.  Trudno mi teraz opisać co poczułam, ale było to coś w rodzaju „wow, ale czad”. Slinkachu to brytyjski artysta, fotograf, bloger. Zaskoczył mnie swoją kreatywnością, spojrzeniem na fotografię, perspektywą patrzenia na świat. Jego zdjęcia z użyciem miniaturowych ludzi wciąż robiły „bałagan’” w mojej głowie. Po kilku dniach miałam już pierwszy zestaw małych ludków. No i się zaczęło.

Początkowo miałam tysiące pomysłów w głowie, ale okazywało się, ze z ich realizacją nie było już tak łatwo. Ale nie poddałam się. I tak, krok po kroku powstawały w mojej wyobraźni kolejne scenki, których głównymi bohaterami były małe postacie ludzi. Teraz wystarczył tylko aparat, kilka gadżetów, albo po prostu otaczające nas przedmioty czy przyroda i „jupi! – udało się!” Powstały pierwsze zdjęcia. Slinkachu poprzez swoje instalacje chciał zwrócić uwagę na otaczające nas problemy społeczne. Ja aż tak bardzo nie weszłam w temat. Przelewałam na pamięć mojej karty w aparacie kolejne obrazy, „rysując” opowiadania, historyjki, bajki.

Cóż… od 20 lat pracuję z dzieciakami – więc pomysłów mi nie brakowało. Z czasem przybywało też figurek… jakoś tak, hmmm… sama nie wiem… w dość szybkim tempie. Wciąż było mi mało… Dziś mam ich już blisko 250. Wpadłam po czubki uszu…. Moje własne dzieci narzekają na brak obiadu i czystych skarpet… ale tak to jest, gdy się trwa w stanie pod tytułem  „jestem zakochana” .  Moje portfolio z tygodnia na tydzień się powiększa. Cóż… do jednych to „gada”, do innych nie. Zostawiam was z kilkoma próbami mojej wizji miniaturowego świata.  Życzę miłych wrażeń i burzy szarych komórek.

A swoim dzieciakom obiecałam, że jeszcze tylko troszkę… nie wierzą. I chyba niestety mają rację…

Poniżej kilka zdjęć moich dobrych przyjaciół – ludków.

fot. Monika Nowak (ZFA Anima)

Comments