Wizyta u Księcia Edwarda

fot.  B. Milewski
fot. B.Milewski (kierunekavonlea.blogspot.com)

Zwabiona letnim klimatem, przypominającym beztroskę dzieciństwa, sięgnęłam po raz kolejny po ukochaną lekturę z czasów, w których rzeczywistość była nieskomplikowana, a życie zdawało się nieść ciągle więcej obietnic niż obaw. Książkę, która powstawszy przeszło sto lat temu, przedstawia świat może i naiwnie czarno – biały, ale szlachetny w swej prostocie, bo ceniący prawdę, wielkoduszność, bezinteresowność i przyzwoitość. Jej czytanie zawsze mnie bawi, wzrusza i pokrzepia. Tym razem jednak nie tylko pozwoliło mi uczestniczyć w perypetiach rudowłosej roztrzepanej i gadatliwej, a zarazem inteligentnej, obdarzonej siłą, poczuciem humoru i odwagą Marzycielki. Dzięki ponownej lekturze Ani z Zielonego Wzgórza – bo o niej mowa, poznałam pewną Wyjątkową Miłośniczkę tej powieści oraz odkryłam, że zgłębianie realiów życia Lucy Maud Montgomery i wykreowanego przez nią literackiego świata Ani Shirley może stać się życiową pasją, a Wyspa Księcia Edwarda – miejsce pochodzenia pisarki i akcji jej nieśmiertelnego dzieła – stanowić dla kogoś nie tylko wymarzony cel podróży, ale drugi dom…

Forever Anne – not “Ann”

Maud, gdyby żyła, byłaby może zdziwiona, że jeszcze w XXI wieku, na całym świecie czytana jest książka, o której pisała w liście do przyjaciela: Proszę nie myśleć, że oto powstaje wielka powieść literatury kanadyjskiej. To jedynie książeczka dla młodzieży, a właściwie dla dziewcząt (…) Nie przypuszczam, by osiągnęła wielki sukces i nawet nie marzę o innej grupie czytelników.  Autorka zdążyła się jednak szybko przekonać, jak bardzo się myliła: po trzech latach od pierwszego ukazania się książek o Ani na angielskim rynku, sprzedano (tylko tam) 9 tysięcy egzemplarzy tej pozycji, a na dekadę przed śmiercią Maud w 1942 r., nabyło ją już przeszło 100 tysięcy osób. Co niezwykłe, pisarka otrzymywała listy pełne uwielbienia od traperów z dalekiej północy, żołnierzy w Indiach, misjonarzy w Chinach, handlarzy w Afryce; od sędziego Sądu Najwyższego, a nawet od najsłynniejszego pisarza amerykańskiego jej czasów – Marka Twaina, który nazwał Anię „najsłodszym, najbardziej ukochanym dzieckiem w literaturze od czasów nieśmiertelnej Alicji”. O prawdziwości tej opinii przekonuje liczba czytelników z całego świata, którzy do tej pory zakupili 50 milionów egzemplarzy książki, wydanej już w 30. językach. Szczególnie w Japonii stanowi ona swoisty popkulturowym fenomen  – powstają tu liczne fan kluby Anny Shirley, na której wzorują się tysiące dziewcząt, a wiele Młodych Panien wyprawia się na Wyspę Księcia Edwarda, by tam wziąć ślub…

Wyspa skarbów…

Właśnie. Ponowna lektura powieści przypomniała mi o innej bohaterce, wszechobecnej na jej kartach – Wyspie Księcia Edwarda – najmniejszej prowincji Kanady, którą Maud ukochała najbardziej na świecie. Zielone, równo zaorane pola, zaciszne kotlinki, pełne tajemnic lasy, łąki, jeziora i mieniące się w słońcu wody stawów, to miejsca karmiące wyobraźnię Autorki, a później jej najsłynniejszej Bohaterki. OLYMPUS DIGITAL CAMERATa pierwsza lubiła szczególnie widok oceanu, wdzierającego się w ląd wyspy Zatoką Świętego Wawrzyńca i plaże ukształtowane przez czerwone lessowe skały, ozdobione licznymi latarniami morskimi, często goszczącymi w jej książkach. W miejscu, które nazywała najpiękniejszą plażą na świecie, mogła przesiadywać godzinami…

Nie byłam, jak widać, oryginalna zamarzywszy podczas lektury, o odwiedzeniu tej wyjątkowej krainy. Internet potwierdził jednak moje wyobrażenia o sporych kosztach wyjazdu na Zielone Wzgórze, natomiast całkowicie zaskakująco odpowiedział na pytanie o “pamiątki z Wyspy Księcia Edwarda”, którymi na razie postanowiłam się zadowolić. Pierwszy z sugerowanych linków zatytułowany “Lalki w Polsce” odesłał mnie do Wyjątkowego Bloga, Wyjątkowej Miłośniczki Maud i Ani…

Kierunek Avonlea

Pytanie o zakup lalek Ani –  pochodzących, jak się okazało, ze sklepiku w Cavendish (książkowego Avonlea), które skierowałam na podany w poście adres mailowy, zapoczątkowało przemiły kontakt z autorką bloga:screen kierunekavonlea.blogspot.com – Polką, mieszkającą obecnie w USA, (nie tylko blogerką, ale i wolontariuszką Misji Mpanshya w Zambii i Adopcji Serca na Filipinach) – Bernadetą Milewski. Lekturę pierwszego postu, na temat lalek sprowadzonych przez nią z Wyspy, szybko uzupełniłam o wszystkie wpisy na blogu mówiącym: o podróżach śladami Ani z Zielonego Wzgórza i L.M. Montgomery oraz o Wymarzonym Domku, który Bernadka znalazła na Wyspie Księcia Edwarda. Okazał się on równie wciągający, jak książki LMM (!), bo i jego autorka posiada dar porywającego opowiadania. Na dodatek potrafi się dzielić radością swojej pasji, a jej entuzjazm mimowolnie udziela się czytającym… O wyjątkowości tego sieciowego pamiętnika stanowi nie tylko bogactwo informacji o życiu i pisarstwie Maud,

http://anne.sullivanmovies.com/
http://anne.sullivanmovies.com/

mnóstwo ciekawostek na temat adaptacji teatralnych i ekranizacji książki (w tym tej najsłynniejszej – Kevina Sullivana) oraz zapisy rozmów Bernadety z tłumaczami i ilustratorami różnych wydań powieści, m.in. koreańskiego. Fenomen Kierunku Avonlea wynika z faktu, iż Aniowa Blogerka opisuje na jego stronach własne poszukiwania śladów Maud i Ani na Wyspie i poza nią, i ilustruje je mnóstwem, wykonanych osobiście, pięknych fotografii. Co więcej, jej umiejętność nawiązywania przyjacielskich kontaktów ze – związanymi z Wyspą  – słynnymi fotografami, zwykłymi mieszkańcami, a przede wszystkim z potomkami LMM, pomaga jej wykraczać w tych poszukiwaniach daleko poza zwiedzanie popularnych atrakcji turystycznych. Odkrywa, a wręcz tropi miejsca nieznane, a poznani na Prince Edward Island ludzie – widząc z jakim entuzjazmem to czyni, pomagają jej zdobyć dostęp do z pozoru niedostępnych obszarów, dzielą się z nią (cennymi dla fanki) drobiazgami lub umożliwiają ich zakup, jeśli wytwarzane są w limitowanych seriach (a te dwa ostatnie słowa – jak przyznaje Blogerka – działają na nią jak magnes). Dodam, że Bernadka jest też kolekcjonerką (co okazało się dla mnie bardzo zaraźliwe!) nie tylko takich pamiątek (wydawnictw, figurek, lalek), ale także pierwszych wydań oraz ciekawych graficznie i językowo egzemplarzy książek o Ani… Podobnie zresztą, jak nasza Bohaterka, krok po kroku i z taką konsekwencją realizuje nawet najbardziej zwariowane marzenia, związane ze swoją pasją, że czytając musimy trzymać kciuki za ich powodzenie. Wraz z nią, te marzenia spełniają Córka i Mąż, również „zarażeni” miłością do Wyspy i jej Mieszkanek.

Blog Kierunek Avonlea (także w wersji anglojęzycznej ) Bernadeta Milewski założyła w 2013 roku, po trzeciej, rodzinnej wizycie na Prince Edward Island, zaczynając swoją opowieść od słów: “Za kilka dni czeka mnie kolejna wizyta na przepięknej Wyspie Księcia Edwarda. Wiem, że wiele osób chciałoby ją odwiedzić. Prawie każdy, kto pokochał rudowłose dziewczę, które miało szczęście zamieszkać na tej Wyspie, marzy o tym, żeby się kiedyś na niej znaleźć. Niestety to moje marzenie nie okazało się wyjątkowe :). Zabieram więc w podróż wszystkich, dla których powrót do dzieciństwa jest równie ważny, jak dla mnie. Blog ten jest dla tych, u których nazwy: „Zielone Wzgórze”, „Avonlea”, „Jezioro Lśniących Wód”, „Las duchów” wywołują uśmiech i przenoszą ich w inne czasy. 

Cel zamierzony osiągnęła – wielu czytelników wędruje z nią wirtualnie po czerwonych drogach, a w komentarzach pozostawionych pod wpisami, przyznaje, że przepada na blogu na długie godziny – zupełnie tak, jak ja, więc trzeba uważać! Ta lektura sprawia na dodatek, że naprawdę chce się jechać na PEI i to od razu!

Na koniec przytoczę najbardziej szaloną z wyspiarskich przygód Bernadki, jaką opisała nawet poważna, amerykańska prasa. Dotyczy ona pewnego domu w Springbrook, który zobaczywszy po raz pierwszy, nazwała swoim “Wymarzonym Domkiem”… Starania, by poznać jego mieszkańców trwały dokładnie rok, ale niesamowita cierpliwość i determinacja została nagrodzona nie tylko odwiedzeniem domu, zaprzyjaźnieniem się jego Właścicielem, ale w końcu możliwością zamieszkania w nim, podczas wizyt na PEI i urządzenia wynajmowanego lokum, przez jego szczęśliwą Mieszkankę. O swojej drodze do Wymarzonego Domku, nikt inny nie opowie tak barwnie, jak sama Bernadka, więc odsyłam chętnych do odpowiednich wpisów na blogu.

Może ta cała historia wyda się Wam dziecinnie naiwna, sentymentalna i egzaltowana. Ci z Was, którzy w literackim świecie potrafią odnaleźć dla siebie azyl i wytchnienie, a może nawet znajdują je na kartach książki Maud, zorientowali się, myślę, od razu, że nie jest to tekst o kapelusikach, rudych warkoczach i kolekcjonowaniu laleczek i pocztówek. Tak, jak Ania, Bernadeta zaraża śmiałością snucia marzeń i ich spełniania, pokazuje, jakie efekty i ile radości daje uparte dążenie do celu, i że otwarcie na świat, prowadzi do jego zdobywania. Banał, ale ilu z nas może powiedzieć o sobie, że osiągnęło w życiu to samo?

Bernadce udało się zamieszkać w wymarzonym świecie. Wy, po lekturze bloga Kierunek Avonlea, pewnie nie od razu zabierzecie się za zbieranie funduszy na wyprawę na PEI (chociaż wakacje ciągle trwają, więc kto wie!? ), ale jeśli tu zajrzycie, odbędziecie niezapomnianą wirtualną podróż, po zapomnianej krainie swojego dzieciństwa.

Po więcej informacji zapraszam tutaj: Artykuły Ewy Henry o Lucy Maud Montgomery, Stulecie “Ani z Zielonego Wzgórza” w 2008 r. w Wydawnictwie Literackim oraz do książki Mollie Gillen “Maud z Wyspy Księcia Edwarda”

Zbiory; nieopisane fotografie, akwarele  – ® Sylwia Kupiec

Comments