„Sewentisy”, czyli archeologia muzyczna vol. 1

I LOVE THE 70S T SHIRT WHITELata siedemdziesiąte ubiegłego wieku to najlepsze lata dla muzyki. Tego twierdzenia, jak dla mnie, podważyć nie można. To oczywistość. Dlaczego tak myślę i piszę? Postaram się udowodnić. Oczywiście, każdy może rzec, że to kwestia gustu, ale czuję, że w tamtych latach podchodzono do tematu zupełnie inaczej jak dziś. Wówczas najważniejsza była muzyka. W dzisiejszych czasach, trudno oprzeć się wrażeniu, że to inne względy o tym decydują. Śliczne ubranie, „szałowa” fryzura czy ekstraordynaryjne zachowanie… Więcej autokreacji niż autentyczności. Zabiorę więc was do świata, który jest zupełnie inny. Posłuchajcie i dajcie znać, czy też to czujecie…

James Brown – People Get Up & Drive Your Funky Soul                                     Tego pana nikomu nie trzeba przedstawiać. To człowiek, który jest nazywany legendą funku i w zasadzie jego twórcą. Niesamowity głos, nieokiełznana charyzma – to określenia, które tylko częściowo opisują Pana Browna. Co do utworu to, jak dla mnie, jeden z najlepszych jego „numerów”. Świetna melodia i ten beat funkowy, który wbija się w płat czołowy mózgu…

Czytaj dalej

O przyjemnym i smutnym pożegnaniu

Uwielbiam nieco przypadkowe kinowe odkrycia. Mimo, że na ostatnim poznańskim Transatlantyku obejrzałem tylko dwa filmy, to oba okazały się strzałami w dziesiątkę. Szkoda, że za rok na ten festiwal będzie trzeba wybrać się do Łodzi.

Ostrzegam, będzie kilka spoilerów.

45 lat

Zacznę może od filmu z gatunku poważnych. „45 lat” to bardzo skromna, kameralna historia. Kate (Charlotte Rampling) i Geoff (Tom Courtenay) są zgodnym, kochającym się małżeństwem. Szanują się, rozmawiają i na pewno się ze sobą (i sobą nawzajem) nie nudzą. Na kilka dni przed jubileuszową imprezą, Goeff otrzymuje list ze Szwajcarii. Po niemal 50 latach w lodowcu odnaleziono ciało jego dawnej miłości, Katii (nieco drażniąca zbieżność imion). Dziewczyna zginęła podczas jednej z ich wspólnych górskich wypraw. W pierwszym odruchu Goeff chce jechać do Szwajcarii, by zidentyfikować (zobaczyć?) jej ciało.

Czytaj dalej

Legenda podziemnej farmacji w PizzBurgu

maxresdefaultPisząc o kulturze, nadużywamy terminu „kultowy”. Jeszcze książka, płyta, film nie wejdą na dobre do dystrybucji, a już słychać z prawa i lewa, że – w najlepszym przypadku – „dzieło ma zadatki, by stać się kultowym” lub – w najgorszym i dużo częstszym – „jest absolutnie kultowe”. Sobotni koncert (15 sierpnia) Apteki w nowotomyskim PizzBurgu okazał się świetną okazją, by przypomnieć, czym jest prawdziwa kultowość.

Podstawową cechą zjawiska kultowego jest jego hermetyczność. Nie musi być ono ostatecznie doskonałym. Nie! Już na przykładzie polskiego „Rejsu” widać, że kultowość objawia się zupełnie niezależnie od – powiedzmy – „obiektywnej” wartości danego dzieła.

Czytaj dalej

Wizyta u Księcia Edwarda

fot.  B. Milewski
fot. B.Milewski (kierunekavonlea.blogspot.com)

Zwabiona letnim klimatem, przypominającym beztroskę dzieciństwa, sięgnęłam po raz kolejny po ukochaną lekturę z czasów, w których rzeczywistość była nieskomplikowana, a życie zdawało się nieść ciągle więcej obietnic niż obaw. Książkę, która powstawszy przeszło sto lat temu, przedstawia świat może i naiwnie czarno – biały, ale szlachetny w swej prostocie, bo ceniący prawdę, wielkoduszność, bezinteresowność i przyzwoitość. Jej czytanie zawsze mnie bawi, wzrusza i pokrzepia. Tym razem jednak nie tylko pozwoliło mi uczestniczyć w perypetiach rudowłosej roztrzepanej i gadatliwej, a zarazem inteligentnej, obdarzonej siłą, poczuciem humoru i odwagą Marzycielki. Dzięki ponownej lekturze Ani z Zielonego Wzgórza – bo o niej mowa, poznałam pewną Wyjątkową Miłośniczkę tej powieści oraz odkryłam, że zgłębianie realiów życia Lucy Maud Montgomery i wykreowanego przez nią literackiego świata Ani Shirley może stać się życiową pasją, a Wyspa Księcia Edwarda – miejsce pochodzenia pisarki i akcji jej nieśmiertelnego dzieła – stanowić dla kogoś nie tylko wymarzony cel podróży, ale drugi dom… Czytaj dalej

Polak potrafi – rzecz o grach komputerowych

Wiedzmin1a

Gry komputerowe to już od lat poważny przemysł. Kiedyś przez ludzi kultury traktowane z dużym dystansem i przymrużeniem oka. Nikt nie widział w nich większej wartości niż zaspokojenie infantylnych instynktów. Dziś stały się częścią szeroko rozumianej kultury. Budżety gier komputerowych poważnie konkurują z wysokonakładowymi filmami rodem z Hollywood. Odwraca się także tendencja, gdyż wcześniej to powstawały gry na podstawie filmów czy książek, teraz bywa, że jest odwrotnie (vide: Mortal Kombat, Tomb Raider czy Resident Evil). Jednym słowem gry komputerowe mają realną wartość w świecie kultury.

Polska gra najlepszym prezentem?

Pamiętacie tę scenę? Kiedy Donek, ówczesny polski szef wszystkich szefów wręcza egzemplarz „Wiedźmina 2” preziowi USA Obamie. Wówczas dla wielu był to szok. Jak to?! Gra komputerowa dla poważnego polityka?! O co biega? Czytaj dalej