Koncert The October Leaves w Pizzburgu – 10.07.2015

IMG_1074Stare miejsce, nowa knajpa i pierwszy koncert. Tak w zasadzie mogła być brzmieć relacja w skrócie telegraficznym. Cieszy fakt powstania nowego miejsca, którego właściciele deklarują chęć stworzenia czegoś więcej niż zwykłej pijalni piwa, a także chcą raczyć nas kulturą wyższą niż zwykła dyskoteka, która wcześniej tam funkcjonowała. Pizzeria „Pizzburg” działa od 1 lipca i oby przetrwała jak najdłużej.

Niespełna dwa tygodnie po otwarciu odbył się w „Pizzburgu” już pierwszy koncert. 10 lipca 2015 r.wystąpił rybnicki zespół „The October Leaves”. Zespół wykonujący tzw. brit rock z elementami indie rocka. Przyjemnie chodzi się na koncerty sprawnie grających muzyków. Partie wokalne, śpiewane w dwugłosie robiły wrażenie. Instrumentalnie również wszystko „gadało” i się zgadzało. Jednak muszę szczerze przyznać, że to jednak nie mój klimat, ale przyjemnie było ich posłuchać.

Czytaj dalej

Sleeveface #002 i recenzja płyty „Dla Ciebie Śpiewa” Ireny Santor

i1Chcecie to macie. Pierwszy raz słucham Ireny Santor i muszę stwierdzić, że nie jest tak źle jak myślałem, że będzie. Całkiem niezłe numery, które pasują idealnie do jakiegoś polskiego filmu, albo nawet do zagranicznego jeśli pani Irena śpiewałaby w obcym , najlepiej angielskim języku.
Najlepsze wrażenie robią te numery- kompozycje, które są bardziej nostalgiczne, a nie rodem z zabaw tanecznych na Służewcu. Najlepsze wrażenie zrobiła na mnie pieśń „Sen Z Ulicy Hożej”. Naprawdę dobra kompozycja. Nie przepadam natomiast za utworami nazwijmy to w cygańskim stylu, trochę to obniża moją ocenę i sympatię do tej płyty, którą powoli zaczynałem przejawiać.

Czytaj dalej

„Dwie linijki w encyklopedii”

Zanim jeszcze Mateusz Kościukiewicz osiągnął coś, co określić można za pomocą słów kluczy (cokolwiek one znaczą): “sukcesem” i “sławą” miałam okazję – wyjątkowo – dwukrotnie odbyć z nim rozmowy do lokalnego kwartalnika Przegląd Nowotomyski. Młodość, wielkie marzenia – czasem nierealne, ideały i chęć postawienia wszystkiego na jedną kartę, by spełnić plan o aktorstwie. Te treści przebijały z mojej rozmowy z Mateuszem – maturzystą. Z właściwym dla tego etapu życia przekonaniem, że się zawojuje świat, powiedział wtedy:

Zawsze chciałem zasłużyć na dwie linijki w encyklopedii, choć teraz już nie do końca o to mi chodzi. Dobrze byłoby, gdyby coś wyniknęło z mojego życia, żeby ktoś za sto lat powiedział: „Kurcze, jaki on był, co zrobił!”

Czytaj dalej

Koncert Closterkeller – 26/06/2015 – aNTena NSM

IMG_0779Pod koniec czerwca scenę nowotomyskiej „aNTeny” nawiedził niezwykły zespół. Legenda polskiego rocka, legenda klimatycznego rocka czy rocka gotyckiego – takimi określeniami najczęściej obdarzany jest zespół Closterkeller. Powstał w II połowie lat 80. XX wieku w Warszawie. Gra do dziś, a swój ostatni koncert klubowy w 2015 roku zagrał właśnie w Nowym Tomyślu.

Emanacją zespołu jest postać jego wokalistki, czyli Anji Orthodox. Charyzmatyczna wokalistka stworzyła wokół siebie i swojego zespołu niesamowitą aurę, począwszy od sfery dźwięku aż po sferę tekstową. Muzycznie wszystko oscyluje, mniej lub bardziej, wokół ciężkiego rocka. Fakturę dźwięku przesterowanych gitar łagodzi jej głos i wszechobecne syntezatory.

Czytaj dalej

„Łyżwy masz”? … czyli klasyka niedocenionego rock’a

Wishbone_Ash_-_ArgusWielu zapewne zapyta, skąd ten dziwaczny tytuł? Otóż, to całkiem banalne, mój kolega kiedyś tak właśnie przedrzeźniał nazwę angielskiego zespołu Wishbone Ash. Tekst ten będzie traktował o moim zdaniem największym dziele, które nazywa się Argus.   ______________________________

__________

Spopielony kurzy obojczyk

Znam wiele nazw zespołów, czasami są poważne i dostojne, a czasami po prostu śmieszne. Jednak nazwa zespołu Wishbone Ash jest zdecydowanie najdziwniejszą. Gdyby musiałaby być przełożona na język polski to należałoby ją tłumaczyć jako „spopielony kurzy obojczyk”. Cóż za ekstrawagancja! Jednak w tej muzyce nazwa zespołu nie jest ważna…

Czytaj dalej

SWOJSKIE DISCO, WSTYDLIWE POLO. Wokół pełnometrażowego debiutu Macieja Bochniaka

Disco-polo to nie gatunek muzyczny, lecz stan umysłu. Sama zaś muzyka nie stanowi przyczyny owego stanu, lecz jego konsekwencję. Zresztą, błędem jest przypuszczenie, że – jak to pięknie nazwał Ryszard „Tymon” Tymański – polovirus kryje się tylko pomiędzy akordami disco-polowych hitów. W polskiej muzyce jest on obecny mniej więcej od końca lat 80. ubiegłego wieku. Często uaktywniał się w formie pastiszowej, jak choćby w klasycznym już „Garażu” Teenage Love Alternative, gdzie biesiadna aranżacja wraz z rubasznym tekstem („Dziewczyno, dziewczyno, zamień cnotę na wino”) miały stanowić zasłonę dymną przed tym wszystkim, co nie do końca nam się w życiu podoba.

Lecz trochę później, głównie za sprawą Róż Europy (nie żartuję, zaś lidera tej formacji Piotra Klatta z pełną premedytacją nazywam pierwszym disco-polowym eseistą), „filozofia” disco-polo zagnieździła się na dobre w młodych umysłach, z niecierpliwością czekających, aż ten cały komunizm szlag trafi, zaś świat znany z „Dirty Dancing” i Pewexów zawita w naszym kraju na dobre.

Czytaj dalej