Furia i szaleństwo

madmax4

Pragniesz, drogi widzu, dwóch godzin ostrej kinowej jazdy? Oto ona! Szalony Max powrócił, a wszyscy niby – szybcy i niby – wściekli, zwariowani taksówkarze i inni denni bohaterowie całych galaktyk mogą się przy nim co najwyżej pobawić resorakami.

Uczciwie przyznam, że nie lubię filmowych „rozwałek”. Mam wrażenie, że większość producentów wypuszczających na rynek (przepraszam – do kin) swoje towary, tylko przez nich samych nazywane „dziełami”, wychodzi z założenia: „Mamy ekstra procesory w naszych nowych komputerach, mamy green-box, mamy 3D i przyzwoitych aktorów, którzy wcielą się w role kolejnych – coraz mniej znanych szerokiej widowni – (super)bohaterów, więc dopiszemy do tego coś, co w sumie tylko udaje scenariusz i mamy hit”. Patrz nowy… „Ant – Man”. Człowiek – mrówka?! Serio?! Jesteśmy aż tak głupi, żeby iść na to do kina i wydać pieniądze nie tylko na bilet, ale też na, kosztujący 20 zł, zestaw popcorn plus cola 0,7? Widać tak. Bo niestety zagranie sprawdza się zapewne w 9 na 10 przypadków. Kasa się zgadza i karuzela kręci się. Zdarzają się też chlubne wyjątki, dopieszczone pod wieloma względami, które niestety bardzo często wpadają w inną pułapkę – starają się wydobyć „głębię” z komiksowych bohaterów.

Twórcy „Mad Max: Fury Road” scenariuszem właściwie nie zawracali sobie głowy – ta opinia pojawiała się niemal w każdej recenzji. Ale właśnie dzięki temu nikt nie wciska banalnej filozofii sprzedawanej choćby przez Nolana w trylogii o Mrocznym Rycerzu. Po wyjściu z kina nie czułem się oszukany, że ów obiecany mi pop-traktat o granicach między dobrem, a złem, jest tylko ładnie opakowaną bajką na poziomie ostatniej klasy podstawówki. Scenariusz nowej opowieści z szalonym Maxem – podobnie jak pierwsze dwie z trylogii sprzed kilkudziesięciu lat – zmieściłby się zapewne na jednej stronie, zapisanej czcionką rozmiaru 18. To po prostu dwie godziny pościgu za ogromną ciężarówką. Nic dodać, nic ująć. Nie wspominając już o dialogach, bo tych w zasadzie nie ma. A i tak momentami miałem wrażenie, że te które słyszę niekiedy bywają zbędne. Za to terabajty danych musiały zająć tylko grafiki obrazujące poszczególne kraksy pojazdów, pędzących przez postapokaliptyczną pustynię. Bo w tym temacie pomysłowość Millera i spółki sięga daleko poza hollywoodzkie schematy. Pewnie za 2 – 3 lata wiele z tych ujęć będzie wykorzystywane w co drugim produkcyjniaku, więc tym bardziej warto zobaczyć je właśnie teraz, zanim się opatrzą.

„Mad Max: Fury Road” przypomina po prostu wielkie energetyczne rockowe widowisko w najlepszym wydaniu. A i to porównanie nie jest przypadkowe. Wyobrażacie sobie pędzącą przez pustynię kawalkadę kilkudziesięciu pojazdów, wśród których mknie samochód z zamontowanym gigantycznym nagłośnieniem i wiszącego na nich kolesia non – stop „nawalającego” na gitarze? Tak, takie rzeczy także znajdziecie w nowym „Mad Max” A.D. 2014. Dodajcie do tego znakomicie zarysowanych głównych bohaterów. Zaledwie zarysowanych, bo na szczęście niewiele o nich wiemy. I tu niespodzianka – przez niemal 90 minut to nie Max gra pierwsze skrzypce, a Furiosa. Nie sądziłem, że kiedykolwiek to napiszę, bo nie należę do jej wielbicieli, ale Charlize Theron jest w filmie Millera niesamowita i magnetyczna. Tom Hardy po prostu dobrze wpasował w swoją rolę. W końcu kto, spośród popularnych dziś aktorów, miałby wcielić się w postać Maxa? Tak czy inaczej, ten film należy do niej. Podobno to celowy zabieg, wystarczy rzucić okiem na plakat. Ryzykowne zagranie, które mogło okazać się strzałem w stopę. Na szczęście okazało się strzałem w dziesiątkę. Nie ma jak to powiew świeżości.

Wiecie co… silę się tu na coś w stylu recenzji i właśnie w tym momencie doszedłem do wniosku, że w tym przypadku to naprawdę bez sensu. Napiszę tylko, że „Mad Max: Fury Road” to jeden z niewielu filmów, w czasie których znów poczułem się jak zachwycony nową zabawką dzieciak. Jeśli chcecie przypomnieć sobie to uczucie – pędem do kin!

Ahoj!

Sz.

A jeśli nie przepadacie za multipleksami, w najbliższy weekend (3 – 5 lipca) „Mad Max: Fury Road” możecie obejrzeć w Pszczewie. Obejrzeć TEN film w kinie Przystań – bezcenne!

http://www.pszczew.pl/content.php?cms_id=288&lang=pl&p=p8

Comments