Drugie życie okładki – Sleeveface #001 – Gayga & Din.

gayga sleeveface1Od zawsze muzyka była dla mnie bardzo ważna. Jednak zawsze też to, w co opakowana była muzyka, było równie ważne. Pochodzę z epoki piractwa kasetowego, w której to za niewielkie pieniądze można było nabyć całą muzykę świata.

W sumie to niewiele się zmieniło od tamtej pory, bo dzisiaj również, praktycznie za darmo, dostępna jest cała muzyka świata, za sprawą Internetu i dostępnych w nim różnego rodzaju aplikacji. Wcześniej kasety były opakowane w nędzne repliki oryginalnych albumów, mimo to wąchałem wkładki kaset, oglądałem je z każdej strony i czytałem od deski do deski zawarte w nich informacje.

Drugim ważnym dla mnie nośnikiem była, oczywiście, płyta kompaktowa. Srebrny dysk miał piękną poligrafię. Płyta zazwyczaj posiadała wielostronicową książeczkę ze zdjęciami, tekstami utworów, informacjami o technicznej stronie nagrań zawartych na płycie. Chociaż z czasem i kompakt na tyle spowszedniał, że wydawcy ograniczyli się do zwykłej prostej reprodukcji okładek, minimalizując zawartość książeczki. Zapamiętałem ten trend głównie z naklejek na pudełkach, których napisy brzmiały mniej więcej tak: zagraniczna płyta, polska cena. Do dzisiaj omijam szerokim łukiem te wydawnictwa i wam też radzę.

Nośnikiem, który posiada najwięcej magii i czaru pozostaje oczywiście niezmiennie płyta winylowa. Wspaniałym uczuciem jest trzymać w dłoniach sporych rozmiarów płytę, wąchać zapach druku i papieru. Na płytach winylowych i ich okładkach najlepiej prezentują się wszelkie niuanse wizji projektantów okładek. Bo okładka jest integralną częścią muzyki, nierozerwalnym elementem każdego krążka. To na okładkach najpierw zawiesza się nasz wzrok w sklepach muzycznych. To one przyciągają nasze oko i jeśli okładka jest dobra, to mamy chęć zapoznać się z zawartością płyty.

To, co piszę może okazać się szokujące dla współczesnych odbiorców muzyki, którzy mogą traktować mój wywód jako stek niezrozumiałych słów. Co ten facet pisze! Okładka, płyta, grafika, przyciąga wzrok? No tak, przecież dzisiejsi słuchacze mają muzykę w formie cyfrowej, do tego nie słuchają całych płyt, bo obowiązuje kultura singla. Coś, czego nie ma w Internecie, nie istnieje. Ale ja nie o tym… Nie zamierzam nikogo zbawiać ani walczyć o muzykę. Tym przydługim wstępem chciałem zasygnalizować jedynie moje spojrzenie na muzykę, na którą patrzę z namaszczeniem i fakt, że równie ważna jak muzyka, jest okładka płyty. Wszyscy zapewne znacie chociaż kilka, a miałbym nadzieję, że kilkanaście okładek płyt, które stały się kultowe i rozpoznawalne, niczym dzieła znanych malarzy. Któż z nas nie pamięta takich wiekopomnych okładek jak chociażby te:

blues-b-iext12571615 homepage_large.a22f4e29 Metallica-Master-of-Puppets

Vinyl records collectors

_________________________________________________________________

Chociażby z powodu tych kilku przykładów, postanowiłem oddać hołd okładkom płyt. Jakiś czas temu, poszukując właśnie pewnych okładek, wpadłem w internecie na strony, na których roiło się od sleeveface. Co to sleeveface? Oto najprostsza definicja, mówiąca praktycznie wszystko:

Wystarczy wybrać okładkę jakiejkolwiek płyty i sprytnie wmontować  je w zdjęcie swojej twarzy, czy swojego modela- modelki, lub sylwetki. Efekty tej zabawy są niekiedy powalające. Poszukajcie w internecie. Od dzisiaj zatem co jakiś czas będę więc was raczył swoimi „sliwfejsami”. Ot pierwszy z nich.

Gayga & Din. Gayga to polska wokalista epoki lat osiemdziesiątych. Płyta może nie jest zbyt porywająca, ale jej okładka natchnęła mnie to poniższej pracy. Samą Gaygę możecie kojarzyć najbardziej z utworu: „Graj nie żałuj strun”. Oj tak, to był kiedyś nawet całkiem spory przebój…

gayga sleeveface1fot. Szymon Pigla

Comments