Wodecki i Micze

Trochę zaskakujący wpis jak na mnie, ale niech tam. Nie jestem jakimś tam fanem muzyki.

Już widzę jak pękacie ze śmiechu i tarzacie się po dywanie, trzymając za bolące od śmiechu brzuszki.

Wodecki? „Wujek, to nie ten festiwal!” [* dla niekumatych wyjaśnienie niżej]

Czekałem na tę płytę. Tylko 50 zł za zapis koncertu na DVD i CD. Wodecki i Micze grają razem przynajmniej od 2008.


ZBIGNIEW WODECKI WITH MITCH & MITCH – 1976: A Space Odyssey
Pamiętam, jak może w 1991 czy 1992 roku dostaliśmy bilety z jakiegoś funduszu na koncert o ochronie przeciwpożarowej czy jakieś inne BHP i miał wystąpić Wodecki. „No też mi coś. Co? Wuj z peleryną?

Ale jak wyszedł na scenę, a ludzie na widowni, mówiąc delikatnie, nie byli melomanami, dał popis profesjonalizmu, spokoju i przede wszystkim szacunku do widza. Od tamtej pory, a miałem może z 25–27 lat, strasznie lubię Wodeckiego. Pełen profesjonalizm.

Mitch & Mitch wyciągnęli tę płytę z lamusa i zaaranżowali na nowo. Jak dla mnie to najlepsza płyta, jaką słyszałem od kilku lat. Trochę to Bacharach, a to Shadows, gospel, trochę bossa-nova, słyszę tam Dżambli i Zauchę i Bemibek, a miejscami i Komedę. Generalnie lubię polską muzykę z lat 70-tych, więc gładko mi to wpada do ucha.

Co do samego koncertu i muzyków. Nie bywam na koncertach, więc nie mam porównania, ale podoba mi się ten „niezobowiązujący” styl, tak jakby grali od niechcenia i nie uważali się za środek wszechświata.

Mitch & Mitch to osobna sprawa. Jakieś pół roku temu, pokazał mi ich przez przypadek jeden znajomy – przeorałem cały Internet. I to jest to.

Dwa godne uwagi nagrania:
Made in Polska – Mitch and Mitch – cały koncert LIVE w HD!
Zbigniew Wodecki & Mitch & Mitch – Partyjka @ Off Festival 2013-08-02

Niby nie grają nic odkrywczego, ale zapisy w ich koncertów, a raczej jakichś jamów czy heppeningówm to jest to, co lubię i za co mógłbym zapłacić. Doorsi już się rozpadli, Morrison, Hendrix i Zaucha nie żyją, więc nie wybiorę się na ich koncert.

Nie mam jakiegoś szczególnego wyrobienia muzycznego, ale taki mam odbiór, a podobno sztuka powstaje w nas i to wrażenie jest bardzo osobiste.

Na koniec trochę kwasu. Realizacja koncertu na DVD mnie denerwowała, wydawała mi się jakoś chaotyczna. To tyle.

Kosmiczna odyseja Zbigniewa Wodeckiego – PolskieRadio.pl


Zbigniew Wodecki podobno kiedyś wyświadczył przysługę pewnej wokalistce
rockowej i zwiózł ją z Warszawy do Jarocina na festiwal. Gdy dojechali do
Jarocina, Wodecki wysiadł z samochodu i podszedł do grupy młodzieży, żeby
zapytać o drogę do organizatora festiwalu. Młodzieńcy popatrzyli na Wodeckiego,
a jeden z nich odpowiedział:
– Wujek, to nie ten festiwal!

Źródło

Comments