Ocalałeś nie po to aby żyć…

O spektaklu “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” Lwóweckiej Grupy Teatralnej

fot. Maria Ewa Bryłka
fot. Maria Ewa Bryłka

Choć nie zawsze rozumiem niuanse zmiennej fortuny polskiej historii, mocno przemawia do mnie tragizm faktu, że wróg zaskakiwał nas często, jak nie z prawa, to z lewa, przez dekady i stulecia. Może i nic dziwnego – oczywistym jest, że historia narodów, to historia wojen… My – oni, swoi – obcy, sojusznicy – wrogowie… gra o władzę, pieniądze, potęgę, wpływy… Norma.  Bezsilny gniew ogarnia mnie jednak zawsze na myśl o wrogu – przyjacielu, czającym się nie u granic, ale za rogiem, pod dachem mojego domu, na przykład o tym, który jak gangrena opanował umęczony po II wojnie światowej polski organizm… Dlatego stojąc w mundurze harcerskim przy grobie Janka Bytnara na Powązkach, cieszyłam się, że umarł zamęczony rękoma hitlerowskich oprawców, a nie dołączył do tych kolegów z Szarych Szeregów i AK, którzy nie przy Alei Szucha, ale w ubeckiej katowni na Strzeleckiej i w areszcie na Rakowieckiej byli bici do utraty przytomności, maltretowani psychicznie, katowani na śmierć i wypychani przez okna… rękoma swoich, rodaków…

Rotmistrz Witold Pilecki nie miał tyle szczęścia, co Bytnar. Mógł zginąć w walce, w Powstaniu Warszawskim, w obozie oświęcimskim, dołączył jednak do grupy Żołnierzy Wyklętych, których swoi pozbawili nie tylko życia, ale również dobrego imienia, bohaterów nazywając zdrajcami, a w końcu i godności ludzkiej, czyniąc nieznanym miejsce spoczynku ich doczesnych szczątków. Jak jednak napisałam, polska historia to zmienna fortuna. Od czterech lat 1. marca jest Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W tym roku dzięki Lwóweckiej Grupie Teatralnej mogliśmy uczcić Ich pamięć, oglądając w jej wykonaniu spektakl: “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” pokazany we Lwówku, Chrzypsku Wielkim i Nowym Tomyślu.

Spektakl historyczny? Jedno słowo zdaje się tu wykluczać drugie… Teatralny nurt główny to dziś paradoksalnie off, mający ze słowem “narodowy” tyle wspólnego, co lasy tropikalne z tajgą Kamczatki, a może jeszcze mniej. Sceptykom taki teatr skojarzy się niewątpliwie ze szkolną akademią, świetlicowym kółkiem teatralnym albo pompatyczną uroczystością ku czci.

Z niczym takim nie mieliśmy jednak do czynienia w przypadku przedstawienia Grupy Lwóweckiej, chociaż miało ono charakter amatorski, i co za tym idzie, kilka niedociągnięć.

Reżyserem spektaklu, który na zaproszenie Lwówczan, 13 marca mogli obejrzeć mieszkańcy Nowego Tomyśla, była opiekunka grupy – Bogna Witosławska, scenariusz wydarzenia stworzył jego pomysłodawca – Szymon Konieczny, na podstawie tekstu spektaklu Teatru TV – scena faktu z 2006 r., w reżyserii Ryszarda Bugajskiego, pod tym samym tytułem.

Pomysł okazał się w dwójnasób dobry, bo po pierwsze stał się okazją do uczczenia Wyklętych (przed spektaklem wyświetlono prezentację osadzającą los Rotmistrza w kontekst wydarzeń historycznych i dat), a po drugie dlatego, że zapis losów głównego bohatera tej historii, przeniesiony na deski sceny, przemawia do widza jeszcze bardziej. Dramat głównego bohatera, okazuje się naturalnym tematem sztuki teatralnej, bo jest klasycznym konfliktem tragicznym równorzędnych wartości. Dramatem świata, w którym walutą, za którą można kupić życie, jest zdrada lub wyzbycie się honoru. Bo honoru już nie ma – mówi oprawca Pileckiego, jest tylko moja dobra wola…

W IX scenach poznajemy krótką historię wydania wyroku śmierci na Witolda Pileckiego (rotmistrza kawalerii WP, twórcy Tajnej Armii Polskiej, żołnierza AK, więźnia KL Auschwitz), oskarżonego o to, że zorganizował siatkę wywiadowczą i kierował jej działalnością, gromadził dokumenty stanowiące tajemnicę państwową i wojskową, czynił przygotowania do gwałtownego zamachu zbrojnego na funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego oraz przyjął korzyść majątkową w postaci 1020 dolarów amerykańskich od osób działających w interesie obcego wywiadu. Rotmistrzowi (Adam Paschke) na scenie towarzyszą głównie sprawcy jego losu – pułkownik UB Józef Różański (Krzysztof Waśko), sędzia Jan Hryckowian (Norbert Bryłka), żona sędziego (Bogna Witosławska), oskarżyciel Czesław Łapiński (Jarosław Nawrot), strażnik więzienny (Szymon Paschke) oraz osoby bliskie – gen. Władysław Anders (Paweł Kasprowicz) i małżonka (Klaudia Kaczmarek). W rolę narratora (głos z offu) wcielił się Szymon Konieczny.

Można powiedzieć, że treścią przedstawienia zarówno w warstwie faktów, jaki i w warstwie emocjonalnej jest walka. Między bohaterami dochodzi do zmagania: Rotmistrza ze słabością własnego skatowanego ciała; pułkownika UB z Pileckim o przyznanie się, o informacje obciążające, o moralne zwycięstwo i o tryumf wartości – honor czy życie; sędziego ze strachem i wyrzutami sumienia – jako AK-owiec, sądzi AK-owca, po to by sam nie zostać osądzonym; żony sędziego z mężem i obawami przed dekonspiracją; małżonki Rotmistrza z własną rozpaczą, władzami i samym małżonkiem, któremu los rodziny, zdaje się jej, jest obojętny, bo nie walczy o własne życie…  Ostatnia scena pokazuje śmierć Rotmistrza, a całość podsumowana jest niezwykle trafnie i przejmująco wierszem Zbigniewa Herberta “Przesłanie Pana Cogito”.

Spektakl oddaje czarną kartę powojennej historii z prostotą, przekonująco, bez zbędnej przesady. Aktorzy ubrani w stroje z epoki są dobrani fizycznie do swoich ról – nota bene nawet z pewnym podobieństwem do pierwowzorów. W ich zaangażowaniu w grę widać wielką pasję oraz to, że dobrze opanowali ruch sceniczny i warstwę tekstową. Nie kręcą się po scenie bez powodu, a kwestie podkreślają odpowiednimi gestami. Jedyne co zawodzi, to tempo podawania kwestii, które uwyplukla jeszcze nieumiejętność artykułowania gwałtowniejszych emocji. Braki te są najbardziej widoczne w kreacji pułkownika UB – skoro jest oprawcą, powinien też mocniej podnosić głos, szczególnie używając słów wulgarnych. Krzysztof Waśko trochę równoważy ten brak opanowaniem, będącym wszakże cechą najbrutalniejszych śledczych, zadających przesłuchiwanym ból z uśmiechem na ustach. Drugą z postaci, jaką według scenariusza, ale niestety nie na scenie, również ponoszą emocje, jest sędzia Hryckowian. Norbert Bryłka świetnie broni się majestatyczną posturą, dobrze, by dodał także więcej energii i brutalności do tej roli. Adam Paschke z kolei, wnosi na scenę spokój prawdziwego bohatera i wojskowego, choć też są momenty, w których oczekiwałabym, by bronił swojej sprawy z większym zapałem i emocjami. Pod względem “poziomu emocjonalnego” świetnie spisują się oskarżyciel – Jarosław Nawrot, generał – Paweł Kasprowicz oraz małżonki głównych bohaterów – Bogna Witosławska i Klaudia Kaczmarek (udana scena pożegnania z Pileckim).

Mocną stroną adaptacji jest niewątpliwie to, że jej twórcom udało się osiągnąć odpowiedni poziom prostoty. Prostotę formy – podział na IX scen i komentarz narratora między nimi, prostotę środków wyrazu – krótkie sceny zawierające kwintesencję przekazu i niewielu bohaterów, prostotę scenografii – biurko, lampka, portrety Stalina i Bieruta wystarczą, by “stworzyć” przesłuchanie w Urzędzie Bezpieczeństwa oraz prostotę głównej ścieżki dźwiękowej – muzyka Milesa Davisa z filmu “Windą na szafot” niepokoi i drażni wpisując się jednocześnie w charakter przedstawianych tu zdarzeń.

Wszystkie te elementy sprawiają, że wysiłki amatorskiej grupy teatralnej ze Lwówka, by w teatrze zawrzeć poruszający kawałek naszej historii, można uznać za udane. Szczególnie, że był to pierwszy, tak obszerny spektakl w jej wykonaniu. Misja Rotmistrza Pileckiego, który choć stracił życie, ale za sprawą aktorów mógł przemówić o naszej historii ze sceny, została honorowo wypełniona, zgodnie ze słowami poety…. ocalałeś nie po to aby żyć

masz mało czasu trzeba dać świadectwo/ bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy/ a Gniew twój bezsilny niech będzie jak morze/ ilekroć usłyszysz głos poniżonych i bitych…

Comments