Dog in the Fog w Must be the music

11187262_833097493429806_8816868861948536047_o
Źródło: fan page programu Must be the music

Gdy dowiedziałem się, że nasz rock’n’rollowy band spod znaku psa postanowił spróbować swoich sił w programie typu „talent show” zadrżało mi serce… Otóż, nie dlatego, że wątpiłbym w wartość ich muzyki, lecz na myśl o odwadze, jakiej ten czyn wymagał… Cóż, nie oszukujmy się, panowie nie są już najmłodsi, także trudno byłoby ich sklasyfikować jako „młode talenty”. Jednak w głównej mierze, odwagi wymagało stanięcie twarzą w twarz ze srogą komisją, która wydaje werdykt na poziomie zero-jedynkowym. Tak lub nie.

Nie wiedziałem także, że znaleźli w sobie potrzebę, by się „sprawdzić”, gdyż wielokrotnie słyszałem ich opinie na temat tego typu programów. Z relacji jednego z członków zespołu, niejakiego KorpoPsa, dowiedziałem się jednak, że drugi z kolegów –  Dino Pies postanowił wyręczyć wszystkich w podjęciu decyzji i rozstrzygnięciu rozterki: „iść czy nie iść” i sam, bez ich wiedzy, wysłał internetowe zgłoszenie. Udało się! Zostali zaproszeni na nagranie do studia w Warszawie.

Byłem na ostatniej próbie przed występem DitF w TV. Chłopaki byli w bardzo dobrej formie i ostrożnie podchodzili do ewentualnego telewizyjnego triumfu. Mimo, iż nie pałam sympatią do telewizyjnych „szołów” to szczerze trzymałem zaciśnięte kciuki.

Czytaj dalej

Cyrk na kółkach (a właściwie teatr)

Z perspektywy dwóch kółek

DSC_0010Zamykając oczy przypominam sobie swój pierwszy rower, Reksio, żółty z którego, po zdemontowaniu rurki, robiło się wersję dziewczęcą. To na nim uczyłem się jeździć, najpierw na czterech kółkach, po kilku upadkach już na dwóch. Niestety nie pamiętam ówczesnej przyjemności płynącej z pedałowania, choć niewątpliwie była. Potem miałem damką Hanię, składak Uniwersal otrzymany na I Komunię Świętą na którym od razu się wywróciłem, na szczęście bez uszkodzeń i inne rowerowe wynalazki. Później rower lekko zaniedbywałem, a gdy już miałem prawo jazdy na samochód,  to jazda rowerem była dla mnie prawie karą. Szczególnie gdy musiałem gdzieś jechać, a rodzice nie chcieli mi powierzyć kupionego szeregiem wyrzeczeń malucha.

Po wielu latach tak się trafiło, że pracowałem z Leszkiem, zapalonym cyklistą, wręcz maniakiem rowerowym. Przez długi czas traktowaliśmy Leszka jak dziwaka, który jeździ po kraju rowerem, a przecież można normalnie, po ludzku samochodem czy pociągiem. Niektórzy pozostali w tym przekonaniu. Na szczęście ja i kilka osób zaraziło się od Leszka cyklozą. Ta straszna choroba spowodowała, że zacząłem jeździć coraz więcej, coraz dalej. Stało się tak, jak powiedział ktoś mądry, że „droga stała się celem”.

Czytaj dalej

Ocalałeś nie po to aby żyć…

O spektaklu “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” Lwóweckiej Grupy Teatralnej

fot. Maria Ewa Bryłka
fot. Maria Ewa Bryłka

Choć nie zawsze rozumiem niuanse zmiennej fortuny polskiej historii, mocno przemawia do mnie tragizm faktu, że wróg zaskakiwał nas często, jak nie z prawa, to z lewa, przez dekady i stulecia. Może i nic dziwnego – oczywistym jest, że historia narodów, to historia wojen… My – oni, swoi – obcy, sojusznicy – wrogowie… gra o władzę, pieniądze, potęgę, wpływy… Norma.  Bezsilny gniew ogarnia mnie jednak zawsze na myśl o wrogu – przyjacielu, czającym się nie u granic, ale za rogiem, pod dachem mojego domu, na przykład o tym, który jak gangrena opanował umęczony po II wojnie światowej polski organizm… Dlatego stojąc w mundurze harcerskim przy grobie Janka Bytnara na Powązkach, cieszyłam się, że umarł zamęczony rękoma hitlerowskich oprawców, a nie dołączył do tych kolegów z Szarych Szeregów i AK, którzy nie przy Alei Szucha, ale w ubeckiej katowni na Strzeleckiej i w areszcie na Rakowieckiej byli bici do utraty przytomności, maltretowani psychicznie, katowani na śmierć i wypychani przez okna… rękoma swoich, rodaków…

Rotmistrz Witold Pilecki nie miał tyle szczęścia, co Bytnar. Mógł zginąć w walce, w Powstaniu Warszawskim, w obozie oświęcimskim, dołączył jednak do grupy Żołnierzy Wyklętych, których swoi pozbawili nie tylko życia, ale również dobrego imienia, bohaterów nazywając zdrajcami, a w końcu i godności ludzkiej, czyniąc nieznanym miejsce spoczynku ich doczesnych szczątków. Jak jednak napisałam, polska historia to zmienna fortuna. Od czterech lat 1. marca jest Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W tym roku dzięki Lwóweckiej Grupie Teatralnej mogliśmy uczcić Ich pamięć, oglądając w jej wykonaniu spektakl: “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” pokazany we Lwówku, Chrzypsku Wielkim i Nowym Tomyślu.

Czytaj dalej

Silent Disco w Filmowej

IMG_0079Ostatniego dnia kwietnia 2015 roku we lwóweckiej Filmowej znów pojawił się nieprzebrany tłum. Wszystko to za sprawą kolejnej edycji Silent Disco. Po raz pierwszy na tej nietypowej imprezie lwówczanie (i nie tylko) bawili się 13 lutego 2015 roku, z okazji okrągłych, dziesięciu lat knajpy. Ideą Silent Disco jest zabawa w rytm muzyki płynącej ze słuchawek, a zapuszczanej przez trzech różnych dj’ów. Po liczbie ludzi przybyłych do Filmowej w kwietniu, widać, że idea się spodobała. Byłem tam, widziałem i wykonałem fotografie, które poniżej możecie obejrzeć. Czy warto było przyjść? Odpowiedź jest oczywista. Jasne, że tak!

Co to jest Silent Disco? Odpowiedź można znaleźć na stronie jednej z wielu firm, które proponują tego typu usługi ( http://www.silentdisco.org.pl/ )

Silent Disco jest rozwiązaniem audio w miejscach, w których hałas jest problemem.

PRZEZNACZENIE :
Wydarzenia organizowane na świeżym powietrzu oraz w pomieszczeniach, podczas których uczestnicy bawią się przy zastosowaniu bezprzewodowych słuchawek na uszach, słuchając jednocześnie 3 Dj’ów grających 3 różne ścieżki muzyczne.
Uczestnicy mogą zmienić ścieżkę dźwiękową za pomocą przełącznika na swoim zestawie słuchawkowym oraz regulować głośność.

Jest to interesujące doświadczenie gwarantujące ciekawe doznania i dużo rozrywki.

System Silent Disco w elegancki sposób omija przepis o ciszy nocnej !!!
Jest to idealna odpowiedź na problem z poziomem hałasu podczas wydarzeń muzycznych, wystąpień, koncertów itd.

Bardzo popularny typ imprez na zachodzie spotykający się z pozytywnymi komentarzami ze strony uczestników Silent Disco Party.

Wydarzenie dla wszystkich, niezależnie od wieku. System Silent Disco doskonale sprawdza się w środowisku młodzieży jak również osób starszych.

Czytaj dalej