Czego nie potrafię powiedzieć, mogę ulepić…

IMG_5195Przechodnie chcący udać się na skróty z Deptaka na ul. Asnyka (na przykład po pyszne ciasto do pewnej cukierni), od kilku miesięcy mijają nową witrynę –  ni to sklepową, ni to galeryjną, w której kierunku ciekawie zapuszczają tzw. żurawia, nie wiedząc dokładnie z czym mają do czynienia. Inni, a może ci sami obserwatorzy nowotomyskiego życia społecznego, na fejsbukowej grupie Nowy Tomyśl i okolice, w lutym mogli znaleźć zaproszenie na Ferie z gliną w Pracowni psychoterapii i ceramiki “Argilla” 

I to właśnie ona znalazła swoje miejsce w przytulnym i dyskretnym otoczeniu podwórka, przy dawnej ulicy Złotej.

Dlaczego psychoterapia i ceramika w jednym? Ja zapuściłam wspomnianego “żurawia” głębiej, najpierw w lutym, by zrobić swoją pierwszą glinianą pracę, a później z aparatem fotograficznym i dyktafonem, by zadać to pytanie Twórczyni pierwszej i jedynej takiej pracowni w Nowym Tomyślu.

Nie fotografuj z przodu, bo to jeszcze nie jest skończone, ale już niedługo będzie szyld ze stroną internetową pracowni i numerem telefonu, żeby można było zadzwonić i się umówić – mówi żywiołowa, rudowłosa i zielonooka Anna Onyśków (naprawdę Anna, jedynie nazwisko nie zaczyna się na “S”!), gdy obskakuję z aparatem całe wnętrze, wystawiając z półek prace zarówno Ani, jak i uczestników ostatnich warsztatów, żeby uwiecznić je na fotkach.

W sumie szkoda, myślę sobie, bo skończą się te śmieszne pomyłki (wcześniej w tym miejscu był serwis komputerowy) i ukradkowe zerkania lub jawne zaglądania połączone z przyklejaniem zaciekawionego dziubka do szyby, o których wcześniej  – z zadowoleniem, że miejsce wzbudza ciekawość – opowiadała mi aktualna Gospodyni lokalu przy Mickiewicza 6/3…

Sama zresztą, wybierając się na zimowe warsztaty, zastanawiałam się intensywnie nad lokalizacją pracowni, ale określenie azymutu na przejście “przy sklepie obuwniczym” wyjaśniło wszystko. Wnętrze okazało się niewielkie, ale uroczo przytulne, pastelowo – kolorowe (ale nie pstrokate!) i zachęcające do pracy… Drewniany stół, wykonane z metalu turkusowe krzesła z szarymi poduchami, kilka pokrewnych elementów wystroju w tych samych barwach oraz, zachęcająca do zapadnięcia się w nią, szara kanapa… Jednak, gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwość, czym się tu zająć, z pomocą przyjdzie mu napis na ścianie ⇨ g

To było moje pierwsze zetknięcie się z gliną, ale stereotypowe obawy czy dam radę i czy coś mi z tego wyjdzie (mimo, że rękodzieło nie jest mi obce) szybko rozwiała Prowadząca, najpierw krótko opowiadając o pochodzeniu gliny, jej rodzajach i właściwościach, warsztacie potrzebnym do tworzenia, a później przeprowadzając naszą małą grupę spokojnie, krok po kroku, przez kolejne etapy wyczuwania materiału, urabiania go i w końcu formowania glinianych kształtów.

cIMG_5231

Nie będę w tutaj opowiadać o nich szczegółowo, by nie psuć niespodzianki tym, którzy zechcą przyjść i samodzielnie odkryć przyjemność obcowania z tym wdzięcznym materiałem. Zapewne wielu czytających ogarnęły w tym miejscu wątpliwości co do własnej manualnej sprawności, powrócę więc, w końcu, do przedwczorajszego spotkania z naszą Instruktorką Ceramiki i dla uspokojenia Czytelników, zacytuję jej komentarz do oglądanych przeze mnie prac, wśród których – nota bene, znaleźć można także prace 3.latków!

ePodoba mi się, gdy ktoś porzuca myśl, że do pracy z gliną potrzebne są zdolności plastyczne. Absolutnie się z tym stwierdzeniem nie zgadzam. Jasne, widać, gdy ktoś ma zdolności manualne, bo jego prace są takie dopieszczone, piękne zaplanowane, natomiast to nie jest istotą, celem. Dużą rolę odgrywa wyobraźnia, przełamywanie stereotypowego myślenia o tym, co się robi w glinie, bo jak człowiek ma odwagę, to z gliny może zrobić wszystko…

Nie zapominajmy jednak, że – jak wskazuje nazwa – w tym miejscu dzieją się też zupełnie inne rzeczy… A może nie tak całkiem od siebie odmienne?

Gdy kończymy zaglądanie, przestawianie, czekanie na ładne światło, by klik-klik aparatu najfajniej odzwierciedlił obiekty, komentowanie prac przedszkolaków i tych starszych, zastawanie się, która glina lepsza – czerwona ładna, ale niewdzięczna, bo czasem pęka w piecu i czy prace dorosłych tak bardzo różnią się od dziecięcych – patrz, tę cukiernicę zrobił pięciolatek – kompletne bizancjum, zajmujemy na jakiś czas pozycje siedzące (Ania na białym, rattanowym fotelu, ja na wspomnianej szarej kanapie), w których wygodniej nam porozmawiać o tym, skąd się wziął pomysł na to miejsce, co tu się dzieje, kiedy i dlaczego…

Powiedz czym, de facto, jest “Pracownia psychoterapii i ceramiki “Argilla” i dlaczego psychoterapii towarzyszy akurat glina?

“Argilla” [czyli glina – S.K.] to jest pracownia, w której przyjmuję pacjentów jako psychoterapeuta oraz prowadzę zajęcia ceramiczne z dziećmi i dorosłymi i sama pracuję w glinie. Powstała z połączenia dwóch zawodów, jakimi się posługuję. Pierwszy to psychoterapeuta – stąd pierwszy człon nazwy, o której mówimy. Ceramika, natomiast, jest moją pasją, która pojawiła się dosyć późno w stosunku pierwszego zawodu. Wpadłam na pomysł, żeby połączyć wykorzystanie pracy w glinie z psychoterapią, czyli elementów arteterapii z pracą terapeutyczną…

Jak zrodził się Twój pomysł na stworzenie takiego miejsca?

Miałam niedawno dosyć przełomowy moment w życiu zawodowym, w którym bezskutecznie poszukiwałam zatrudnienia. W jakimś momencie intensywnych starań o zawodowe zajęcie, pomyślałam, że skoro zawsze chciałam spróbować pracy z gliną, w czym przeszkadzał mi brak czasu i odwagi, to właściwie dlaczego nie teraz? Dlaczego nie zorganizować sobie miejsca pracy samodzielnie? Znalazłam szkolenia dotyczące pracy z gliną, na które jechałam z drżącym sercem, bo właśnie myślałam, że wszyscy tam będą uzdolnieni plastycznie… Zobaczyłam jednak ludzi w podobnej sytuacji do mojej, którzy w końcu zdecydowali się zrobić coś dobrego dla siebie…

Od razu spodobał mi się też proces tworzenia, fakt że wiem od początku do końca jak to powstaje, a to, co powstaje, jest po prostu moje. Chciałam też mieć poczucie sprawczości. Może to trochę egoizm, dążenie do tego poczucia, że ja mam na coś wpływ, i że nie muszę nikogo pytać, jak to powstaje, tylko sama do tego doszłam…Teraz wiem jednak, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Lubię też ludzi, lubię, gdy się coś dzieje, a glina daje takie możliwości. Miałam w zamyśle połączenie tych dwóch biegunów – terapii i gliny i myślę, że to się sprawdzi. Oto cały pomysł na tę pracownię.

A jak te dwa bieguny łączą się praktyce? Sztuka często towarzyszy psychoterapii, istnieje jej specjalny “dział”  – arteterapia. Z czego wynika terapeutyczne działanie pracy z gliną?

W spotkaniu psychoterapeutycznym często doświadczamy wstydu mówienia o tym, z czym tak naprawdę przychodzimy. Chociaż jest to nam bardzo potrzebne, bo przecież czujemy, że to jest ten moment, w którym musimy z kimś porozmawiać. Ludzie przychodzą z dużym poczuciem zażenowania. I to ich otwieranie się czasami trwa bardzo długo, choć raczej nie czuję potrzeby ponaglania kogokolwiek. Natomiast mam poczucie, że w tworzeniu, kiedy zajmujemy czymś ręce, usta też się otwierają. I jeśli nie mówimy o czymś wprost, to pomiędzy zdaniami. bMyślę, że takie działania mogłyby się pojawić w pracy z rodziną. Rodzina mogłaby tworzyć swoje postacie w glinie. I kiedy pytam pacjentów/ klientów (niepotrzebne skreśl), co myślą o czymś takim, to oprócz zaskoczenia jest też jest radość, że tak można, że wiele rzeczy, których by nie umieli powiedzieć, mogliby ulepić. Zresztą dużo osób przychodzących tutaj na terapię, widząc ceramikę, wyraża zaciekawienie tym, co można tutaj jeszcze zrobić, poza rozmową terapeutyczną. I ta ciekawość mnie cieszy.

A sama praca w glinie ma dużą wartość, jeśli chodzi o aspekt emocjonalny. Wiele emocji można oddać przez pracę rąk. Możemy pokazać jak planujemy działania, o czym często nie umiemy opowiedzieć, możemy okazać radość, jaka nam towarzyszy w procesie tworzenia, ale też cierpliwość, bo nasza rzeźba najpierw schnie, potem idzie do pieca itd…, możemy się sprawdzić w obszarze współpracy z innymi. Pojawiają się fajne rozmowy,  które wypływają od osób, które tworzą. Myślę, że to jest ważne. fI nieustannie będę powtarzać, że ważne w tworzeniu jest poczucie sprawczości – to, że mam na coś wpływ, mogę coś zrobić, zaplanować, samodzielnie wykonać. I można by tę odpowiedź zamknąć w takim zdaniu – jeśli czegoś nie oddadzą moje usta, to mogą to oddać moje dłonie…

Czy można coś dodać lub ująć? To chyba najtrafniejsze podsumowanie ducha tego miejsca i jego Twórczyni. Anię znajdziemy tutaj prawie codziennie (wieczorami, gdy witryna jest zasłonięta, znaczy, że prowadzi terapię i lepiej wpaść kiedy indziej ), możemy się z nią umówić na warsztaty indywidualnie, bądź w małej grupie – prócz Instruktorki, przy stole wygodnie popracuje na raz 5 osób. Dotychczas odbyły się tutaj dwa cykle warsztatów „zorganizowanych” – Ferie z gliną i Wielkanocne zwierzaki – warto wypatrywać kolejnych, jeśli nie na FB, to na www.pracowniaargilla.com, bo za relatywnie niewielką opłatą weźmiemy udział w naprawdę odprężających i inspirujących zajęciach, a po wypaleniu w specjalnym piecu, wykonaną przez nas glinianą pracę, po kilku dniach zabierzemy ze sobą. Nie musi to być nasza pierwsza praca, bo Instruktorka zaprasza też osoby, które już miały styczność z gliną. Można wtedy wymienić się doświadczeniami, porozmawiać o upodobaniach… Wiesz, jedni lubią poszlikwione prace, inni surowe, jedni stonowane, inni bardzo kolorowe. Niektórzy pracują z białą gliną, inni z czerwoną… Z Anią można tak długo… Kiedyś jednak trzeba położyć kres temu gadaniu, bo musi zostać jej jeszcze trochę czasu na słuchanie pacjentów… Swoją drogą, przyszła mi właśnie do głowy myśl, że Ania ma w sobie zdolność łączenia nie tylko dwóch biegunów – gliny i psychoterapii lecz także mówienia (by nie powiedzieć gadulstwa! ) i słuchania.

Ale, ale! Koniec tych górnolotnych podsumowań! Skoro nie tylko usta – w tym wypadku klawiatura, ale i ręce oddają rzeczywistość, to niech jeszcze raz przemówią zdjęcia prac Psychoterapeutki – Instruktorki Ceramiki i  uczestników jej warsztatów.

Prace Anny

Ostatnie prace uczestników warsztatów

foto: Sylwia Kupiec

Comments