Wodecki i Micze

Trochę zaskakujący wpis jak na mnie, ale niech tam. Nie jestem jakimś tam fanem muzyki.

Już widzę jak pękacie ze śmiechu i tarzacie się po dywanie, trzymając za bolące od śmiechu brzuszki.

Wodecki? „Wujek, to nie ten festiwal!” [* dla niekumatych wyjaśnienie niżej]

Czekałem na tę płytę. Tylko 50 zł za zapis koncertu na DVD i CD. Wodecki i Micze grają razem przynajmniej od 2008.

Czytaj dalej

Przypnij Pinezkę!

logoNiewątpliwie godnym polecenia, nie tylko dla nowotomyślan, jest portal o wdzięcznej nazwie „Pinezka” (szukajcie pod adresem: pinezka.nowytomysl.pl ). Autorzy portalu, trzech informatyków-społeczników zadało sobie kilka fundamentalnych pytań, w tym pytanie, co robić w Nowym Tomyślu? Owocem ich przemyśleń jest właśnie „Pinezka”. Szczególnie polecam, aby się przyjrzeć temu fantastycznemu narzędziu, zarówno dla mieszkańców Gminy Nowy Tomyśl, jak i pracowników placówek kulturalnych, sportowych i innych.

Czytaj dalej

Okiem obiektywu – Portret socjologiczny

Celem wystawy „Portret socjologiczny” było ukazanie określonego człowieka, uwzględniające jego indywidualne cechy wyglądu i osobowości. Cykle fotograficzne przedstawiają portrety w kontekście otoczenia domowego i ulicy. Dokumentując ludzi w ich mieszkaniach, inspirowałam się dokonaniami Zofii Rydet. Poszukiwanie nietuzinkowych twarzy jest dla mnie niezwykle intrygujące, ponieważ człowiek żyje, zmienia się, starzeje, umiera, ale jego fotograficzny wizerunek pozostaje taki sam. Jest śladem człowieka, jego życia, obecności. Istnieje niemal poza czasem, poza przemijaniem. Fotograficzny portret nie jest więc zwykłym zapisem powierzchowności człowieka, ale jest odniesieniem do tajemnicy bycia. Portret_Socjologiczny_01 Czytaj dalej

Recenzja płyty „Burden Brought by Whispers” zespołu Obsidian Mantra

a4009381123_10

Pośród moich muzycznych podróży nie zabraknie także recenzji dotyczących wydawnictw z naszego lokalnego rynku. Taką płytą jest album „Burden Brought by Whispers” nagrany przez kwilecko-pniewsko-lwówecki zespół Obsidian Mantra. Oto, co spisałem po przesłuchaniu tego wydawnictwa.

Przeżyłem ogromną sentymentalną podróż w czasie słuchania tej płyty. Sentymentalną z tego względu, iż podobna muzyka jaka wypełnia płytę zespołu Obsidian Mantra towarzyszyła mi kilkanaście lat temu. Wtedy nie wyobrażałem sobie dnia bez growlu na wokalu czy też bez podwójnej stopy i rzężących gitar. Całe kieszonkowe wydawałem na kasety magnetofonowe, których okładki zdobiły raczej ponure krajobrazy lub rozpadające się zazwyczaj ludzkie ciała. Wszystko to było też dodatkowo opatrzone logiem, którego za żadne skarby nie szło rozszyfrować i dopatrzeć się jakiż do kolejny zespół wynurzył się z otchłani piekieł.

Czytaj dalej

Czego nie potrafię powiedzieć, mogę ulepić…

IMG_5195Przechodnie chcący udać się na skróty z Deptaka na ul. Asnyka (na przykład po pyszne ciasto do pewnej cukierni), od kilku miesięcy mijają nową witrynę –  ni to sklepową, ni to galeryjną, w której kierunku ciekawie zapuszczają tzw. żurawia, nie wiedząc dokładnie z czym mają do czynienia. Inni, a może ci sami obserwatorzy nowotomyskiego życia społecznego, na fejsbukowej grupie Nowy Tomyśl i okolice, w lutym mogli znaleźć zaproszenie na Ferie z gliną w Pracowni psychoterapii i ceramiki “Argilla” 

I to właśnie ona znalazła swoje miejsce w przytulnym i dyskretnym otoczeniu podwórka, przy dawnej ulicy Złotej.

Dlaczego psychoterapia i ceramika w jednym? Ja zapuściłam wspomnianego “żurawia” głębiej, najpierw w lutym, by zrobić swoją pierwszą glinianą pracę, a później z aparatem fotograficznym i dyktafonem, by zadać to pytanie Twórczyni pierwszej i jedynej takiej pracowni w Nowym Tomyślu.

Nie fotografuj z przodu, bo to jeszcze nie jest skończone, ale już niedługo będzie szyld ze stroną internetową pracowni i numerem telefonu, żeby można było zadzwonić i się umówić – mówi żywiołowa, rudowłosa i zielonooka Anna Onyśków (naprawdę Anna, jedynie nazwisko nie zaczyna się na “S”!), gdy obskakuję z aparatem całe wnętrze, wystawiając z półek prace zarówno Ani, jak i uczestników ostatnich warsztatów, żeby uwiecznić je na fotkach.

Czytaj dalej

Film „Disco Polo” studium fenomenu czy „odjechana” wizja twórców?

fot. filmweb.pl
fot. filmweb.pl

Film „Disco polo”, mimo, że zgodnie z tytułem, nieprzystający do moich upodobań muzycznych, wzbudził moje zainteresowanie. Lubię filmy, które próbują przekazać coś więcej niż tylko prostą historyjkę i chcą, niejako, stanowić analizę zjawisk. Takie filmy mają szansę na pozostanie w trwałej pamięci widzów. Na dodatek, do prędkiego jego obejrzenia skłonił mnie fakt, że współautorem scenariusza i aktorem w tym filmie jest nasz ziomal, Mateusz Kościukiewicz.

Głęboko wierzyłem, że film spełni wyżej wymienione oczekiwania. Że dotykać będzie sedna sprawy, czyli polskiej duszy. Było to o tyle dla mnie ważne, że pomogłoby mi spędzić blisko dwie godziny z muzyką, której szczerze nie cierpię…

Z namaszczeniem udałem się więc do kina. Już pierwsza scena wznieciła mój niepokój, niczym Bohun kozacki bunt. Zdezorientowany, wodziłem oczami po ekranie, łudząc się, że to może jeszcze reklama przed filmem. O co biega? Jak to? Dziki Zachód? Cóż za przenośnia…

Czytaj dalej

Z cyklu „Płytoteka Ponurego Człeka” – Depeche Mode – „Songs Of Faith And Devotion”

SongsofFaithandDev_source_www.factmag.comNiniejszym tekstem rozpoczynam na blogowcy.pl cykl, który będzie się nazywał „Płytoteka Ponurego Człeka”. Będę tutaj opisywał i recenzował moje ukochane albumy płytowe, jak również te, których szczerze nienawidzę. Dziś, kiedy po raz pierwszy piszę dla was, pragnę wrócić do wyjątkowego dla mnie zespołu, czyli Depeche Mode.

Najbardziej rockowy zespół elektronicznego rocka i najbardziej elektroniczny zespół rockowy. Tak funkcjonuje w świadomości wielu ludzi (tych od muzyki). Nie da się ukryć, że większość płyt DM, mimo, iż zagrane na bezdusznych wydawałoby się klawiszach, syntezatorach czy innych elektronicznych ustrojstwach, mimo iż z definicji należeć powinny do sceny „elektrobitów”, to jednak jakiś pierwiastek rockowy stawia dokonania zespołu w pierwszej lidze światowego rocka. Kompozycje czterech kolesi, a potem ostatecznie trzech, mają w sobie taki potencjał rockowej werwy, że niektóre zespoły szczycące się swoją rockową proweniencją wyglądają przy nich jak rockowi przebierańcy.

Mówię oczywiście o twórczości zespołu, powiedzmy, od 1986 roku do dzisiaj. Przed tym rokiem zespół kształtował i docierał swój styl. Ale dzisiaj powiem o jednej z najważniejszych płyt w ich dorobku, płycie na pewno przełomowej, bo wprowadzającej zespół do kanonu rocka. Nie chcę tutaj raczyć was rysem historycznym dotyczącym mojego spotkania z Depeche Mode oraz samego zespołu, ale muszę tutaj wtrącić, iż DM jest pierwszą wielką miłością mojego muzycznego życia.

Czytaj dalej