W krainie liliputów

fot. Monika Nowak (ZFA Anima)

Mniej więcej rok temu, przeglądając strony internetowe o tematyce fotograficznej, natknęłam się na twórczość brytyjskiego fotografa Slinkachu.  Trudno mi teraz opisać co poczułam, ale było to coś w rodzaju „wow, ale czad”. Slinkachu to brytyjski artysta, fotograf, bloger. Zaskoczył mnie swoją kreatywnością, spojrzeniem na fotografię, perspektywą patrzenia na świat. Jego zdjęcia z użyciem miniaturowych ludzi wciąż robiły „bałagan’” w mojej głowie. Po kilku dniach miałam już pierwszy zestaw małych ludków. No i się zaczęło.

Początkowo miałam tysiące pomysłów w głowie, ale okazywało się, ze z ich realizacją nie było już tak łatwo. Ale nie poddałam się. I tak, krok po kroku powstawały w mojej wyobraźni kolejne scenki, których głównymi bohaterami były małe postacie ludzi. Teraz wystarczył tylko aparat, kilka gadżetów, albo po prostu otaczające nas przedmioty czy przyroda i „jupi! – udało się!” Powstały pierwsze zdjęcia. Slinkachu poprzez swoje instalacje chciał zwrócić uwagę na otaczające nas problemy społeczne. Ja aż tak bardzo nie weszłam w temat. Przelewałam na pamięć mojej karty w aparacie kolejne obrazy, „rysując” opowiadania, historyjki, bajki. Czytaj dalej

Polacy i Niemcy. Historia sąsiedztwa – Die Deutschen und die Polen – Geschichte einer Nachbarschaft

3sat_pl_deNiemieckie telewizje we współpracy z polską zrealizowały dokumentalny mini-serial właśnie o tym tytule. Była to chyba pierwsza próba wspólnego opisania historycznych związków pomiędzy Polakami i Niemcami w niemieckiej telewizji publicznej. Niestety premiera trafiła na jakiś „czarny punkt” naszej historii, na dmowsko-nacjonalistyczne pochrząkiwania, które stają się dziś normą, na głupie kłótnie o ilość wywieszonych flag, na ubolewania, że nie wygraliśmy Eurowizji, a przecież wstajemy z kolan. Ta myśl antyniemiecka była i pewnie będzie krążyła po naszej Ojczyźnie, choćby w kampaniach wyborczych i głupich tekstach o powiewaniu polskiej flagi nad Szczecinem.

O całym projekcie mini – serialu można przeczytać więcej na stronie: http://deutsche-polen.eu/pl/. Niestety trafił on z projekcją na paskudny czas, gdy nacjonalizm wraca jako główny nurt polityczny, gdy zamykamy się jak w łupinie, gdy w końcu „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”. Już po trzech odcinkach mogę powiedzieć, że to solidna wspólna polsko-niemiecka produkcja. Ostatni ma być wyświetlony 18 grudnia 2016 o 23:30 na ZDF.

Czytaj dalej

W obiektywie – „Hello, Moon!”

"Hello, Moon!" - fot. Szymon Konieczny (ZFA Anima)
„Hello, Moon!” – fot. Szymon Konieczny (ZFA Anima)

Fotografia „Hello, Moon!” wykonana 8 listopada 2016 roku we Lwówku (Wielkopolska). Przedstawia antenę telewizyjną na jednym z dachów przy ul. 3 Stycznia we Lwówku. Antena łączy się i komponuje z księżycem, który w jesienne popołudnia pojawia się, już całkiem dobrze widoczny. Sferę metaforyczną pozostawiam indywidualnej ocenie…

„I’ll see you on the dark side of the moon”

Era Jazzu 2016 – Lizz Wright & Global Schwung Quintet

rysunek1W poniedziałek 7 listopada 2016 roku w Centrum Kongresowo-Dydaktycznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu odbyła się kolejna edycja koncertów spod marki Era Jazzu, której gwiazdą była amerykańska wokalistka Lizz Wright.

W tym roku była już to druga odsłona, gdyż w kwietniu Gród Przemysława gościł niekwestionowane gwiazdy dzisiejszego jazzu – Chinę Moses, Deborah J. Carter czy legendarnego saksofonistę Chico Freemana. Oprócz nich wystąpili także James Blood Ulmer, Anthony Strong, Get the Blessing. Poznańskie środowisko jazzowe reprezentowali Maciej Fortuna i Krzysztof Dys, którzy przygotowali materiał muzyczny luźno oparty na twórczości Krzysztofa „Komedy” Trzcińskiego. Czytaj dalej

Główne grzechy „WOŁYNIA”

www.filmweb.pl
www.filmweb.pl

Problem z tego typu filmami jest taki, że człowiek czuje się zawsze jak ostatnia świnia, gdy pragnie jeden z nich omówić tylko i wyłącznie od strony kuchni filmowej. A jest w tej materii trochę do zarzucenia.

Nie da się ukryć, że Smarzowski nakręcił kolejny dobry film, tyle że nim przejdziemy do scen dobrych, wpierw oglądamy początkową sekwencję, która jest wręcz genialna. Pierwsze pół godziny posiada atmosferę tak gęstą od emocji, niedomówień, wspaniałej muzyki, wiszących w powietrzu konfliktów, że widz autentycznie boi się, czy będzie w stanie wytrzymać finałową rzeź. Niemal na całkowitym spontanie udało się Smarzowskiemu wiarygodnie przedstawić głównych bohaterów, zarysować podstawowe konflikty, oddać koloryt ukazywanego świata, wpleść kilka doskonałych scenek rodzajowych oraz przemycić niemal niezauważalnie zapowiedź tego całego horroru, który widz będzie zmuszony oglądać w drugiej części. Gdyby autorowi „Domu złego” udało się utrzymać przez cały seans ten pełen podskórnego napięcia i czysto filmowy rytm, nie musiałby później serwować widzowi scen rodem z „Martwicy mózgu”, by uderzyć go prosto między oczy.

Czytaj dalej

Spod czapy…

www.stylowi.pl
www.stylowi.pl

Czy wiecie, że właśnie nastał koniec owczych harców, letniego wiatru w futrze i fikania kopytkami?

Co macie nie wiedzieć… Liść ściele się wokół, a wraz z nim spada też Owcoaktywność… Ale nie ma się co martwić – idą za to zimowe wieczory, kiedy w owczym futrze i czapie można się wtulić w fotel z książką, wpaść do kina, teatru, a potem podzielić się na naszym blogu swoimi  komentarzami, czyli myślami spod czapy, na temat kultury, natury, sztuki, albo pokazać swoją sztukę, fotografię, bądź poezję i co Wam przyjdzie do Owczych głów! Pamiętacie nasze Owcze Manifesto ?? Piszcie na www.facebook.com/blogowcy/ lub na e-maila podanego poniżej: Śmiało! Bee-eee!!!mail-blogowcy

Ameryka w Siedlcu

9378miniNa początku tego tekstu poczynię założenie, że czytający go, czyli de facto Ty, Czytelniku naszego Owcowego Bloga, zaglądasz tutaj spragniony wiedzy o, wartych uwagi, przejawach kultury w Twoim mieście i regionie. Stąd też pozwolę sobie poddać Cię małemu testowi. Mianowicie – z czym kojarzy Ci się miejscowość Siedlec, położona od Nowego Tomyśla około 30 kilometrów? Jeśli z festynem o wdzięcznej nazwie “Święto Świni”, to prawidłowe skojarzenie… Jeżeli jednak to jedyne skojarzenie, jakie rodzi się Twojej głowie, znaczy, że popełniłeś grzech zaniechania poszukując  – niech padnie tutaj znienawidzone przeze mnie stwierdzenie – “na mapie kulturalnej” naszych okolic, miejsc, w których warto bywać. No, może ewentualnie mamy tutaj do czynienia z sytuacją, że to do Ciebie nie dotarto z informacją o fenomenie wioski, w której (Nie, nie pojawiły się tu tajemnicze piktogramy na polach!) od przeszło dekady, młodzi ludzie o wspólnym spojrzeniu na sztukę i podobnej wrażliwości, tworzą jeden z najciekawszych teatrów – z braku innego słowa, powiem  – “awangardowych” w okolicy, a od 4 lat organizują kilkudniowy festiwal sztuki w Siedlcu.

Okazja się zawsze…

Niedawno zakończył się czwarty już graFestiwal w Gminnym Ośrodku Kultury w Siedlcu, którego finał stanowiło premierowe przedstawienie  (działającego też przy nim) Teatru Paragraf – 2, co uznałam za dobry moment, by wklikać tutaj kilka zdań na temat owej premiery i wspomnianej wyżej grupy teatralnej. Czytaj dalej

Z cyklu „Płytoteka Ponurego Człeka” – King Crimson – „In The Court Of Crimson King”

2db251ab149fba4085c726d1d396867cc51cb207
źródło: www.rollingstone.com

Pisanie o muzyce jest trudne. Pisanie o muzyce rockowej to wyzwanie. Natomiast naskrobanie kilku zdań o płycie „In The Court Of Crimson King” wydaje się rzeczą nie tyle niemożliwą, co po prostu samobójstwem. W moim przypadku zmierzenie się z tą płytą na gruncie muzyka – słowo wydobyte z klawiszy stawia mnie na przegranej pozycji i ukazuje moją słabość słowotwórczą. Stąd też weźcie łaskawie w opiekę moje słowa i nie przeklnijcie mnie za obrazę tej płyty, za użycie zbyt prozaicznych i przyziemnych zwrotów języka polskiego, by zrelacjonować to wydarzenie, jakim jest to muzyczne dzieło, które od dekad stoi na czele nurtu zwanego art rockiem. Stoi na czele i nikt, i nic nie zapowiada, by mogłoby tą pozycję utracić.

Czytaj dalej

Słów kilka o „Balsamiarce” książce Izabeli Kawczyńskiej

unnamedW trumnie

„W wieku dwudziestu siedmiu lat, mając za sobą kilka pogrzebów i innych kataklizmów o różnej skali, porzuciłam myśl o pracy w burdelu i na dobre zostałam dziewczyną od zmarłych.” W tym jednym zdaniu, w którym zawarta jest ironia, błyskotliwość i bezpruderyjność należy szukać odzwierciedlenia całej opowieści. Izabela Kawczyńska znana jest bardziej jako poetka, a „Balsamiarka” jest jej debiutem prozatorskim. Znajdziemy tutaj wszystko, co najlepsze od makabry poprzez perwersję, a na wyuzdaniu skończywszy.

Czytaj dalej